Atari XL/XE Scene

 Strona informacyjna polskiej sceny Atari XL/XE

Dodaj do ulubionych Ustaw jako stronę startową RSS PL EN

   Wyszukaj pliki   





więcej

          Menu          


>Newsy  
>Artykuły
>Zdjęcia ze zlotów  
>Gry online  
>Domeny  
>Linki  
>Bazar
>Reklama
>O nas  
>Kontakt  

Najnowsze pliki


>Forever 14
>SillyPack 2k12
>New Years Disc 2k13
>Silly Venture 2012 stuff (SpartaDos)
>Silly Venture 2012 stuff (MyDos)
>Snowman (DF7)
>Snowman (SQZ)
>Graph2Font 3.8.7.8
>Atari Interlace Studio 1.03

Najbliższe zloty


Forever 10 - 13-15 III 2009, Trencin< ? echo $txt_zlot_slowacja;? >
Grzybsoniada - 29-31 V 2009, Częstochowa< ? echo $txt_zlot_polska;? >

Reklama



Subskrypcja


zapisz się!

Last Party '97 Opalenica


Jako, że Vasko poprosił mnie żebym coś napisał o tym party, to macie przyjemność (pecha) czytania tych wypocin. Jest już koniec czerwca, a party było w grudniu, więc ta relacja będzie nieco skrótowa. Napiszę of course to co pamiętam, czyli nic...

Przed Party

Na początku miał być Żagań. Niestety nic z tego nie wyszło, jednak wkrótce zaczęły krążyć ploty, że Vasko organizuje party w swojej mieścinie - Opalenicy. Plotki te dla mnie stały się faktem po telefonie Vaska.

Jako, że termin w którym miało odbyć się party miałem wolny, to od razu postanowiłem tam jechać. Szybkie omówienie sprawy z Wawrzynem i można było oczekiwać na dzień wyjazdu. Jak to z reguły bywa, Wawrzyn miał załatwić bilety a ja alkohol. Nadszedł przeddzień wyjazdu, czyli 26 grudnia. W ten dzień z całymi tobołami (plecakiem) zameldowałem się u Wawrzyna. Wieczór został spożytkowany na oglądaniu demek i różnych rozmowach. Wyjazd, z tego, co pamiętam, był między godziną 1 a 2 w nocy. Na dworzec zawiózł nas tata Wawrzyna. Po drodze dowiedzieliśmy się, że może z nami jechać kuzynka Waw'iego, która studiuje w Poznaniu. Na dworcu rozpoczęło się oczekiwanie na pociąg i obmyślanie, jakby się uwolnić od kuzynki, ponieważ nie wypadało pić przy niej. Przed przyjazdem pociągu stawiła się owa kuzynka, niczego sobie kobitka, ale, niestety, imienia jej nie pamiętam. Po przyjeżdzie po ciągu i obejściu wagonów, szok, zero wolnych przedziałów, więc dosiedliśmy się do jakiejś parki. Po rozlokowaniu się kuzynka próbowała zasnąć, a ja z Wawrzynem co jakiś czas o czymś sobie gawędziliśmy. Podróż ta od początku zapowiadala się na nudną. Najzabawniejsza z całej podróży okazała się wypowiedź Wawrzyna, który w pewnej chwili powiedział do mnie: - "Patrz jakaś laska sobie śpi" - spoglądając naprzeciwko, gdzie leżała pewna kobieta. Jak się później okazało, była to starsza babka, żona gościa, który siedział sobie przy oknie. Małżeństwo to wysiadło dopiero we Wrocławiu, więc zaraz gdy pociąg ruszył (kuzynka spała) postanowiliśmy coś po cichu łyknąć. Na początek miał pójść Jelcyn, lecz były kłopoty z jego otwarciem - nie dało się, próbowaliśmy nawet kluczami. Dopiero na chwilę przed Poznaniem postanowiliśmy go schować i otworzyć luksusową. W Poznaniu mieliśmy przesiadkę. Wcześniej jeszcze pożegnaliśmy kuzynkę, która nam podziękowała za towarzystwo (tzn. za przypilnowanie bagaży). Chciała też nam dać jej adres w razie jakichś problemów, jednak odmówiliśmy. Pociąg do Opalenicy mieliśmy za kilka minut. Podczas drogi do Poznania prawie nic nie piliśmy, może po dwa kielony, a zamiast tego w ruch poszedł czarny marker. Na białych płytach (tzn. ścianach) napisy nawet ślepy by zobaczył. Obmalowaliśmy chyba ze dwa przedziały hasłami związanymi ze sceną, naszym komputerkiem i naszą grupką. Po przyjechaniu do Opalenicy wysiadka.

Opalenica

Po wyjściu z pociągu udajemy się do przejścia, przy którym stała mała ekipka, w której rozpoznaliśmy Vaska (sory ale już nie pamiętam kto tam jeszcze był). Była to ekipa powitalna. Tym pociągiem przyjechało nas tylko dwóch. Ruszyliśmy w stronę party place mijając owe wesołe miasteczko (?), o którym było napisane w invitation. Tak sobie rozmawiając doszliśmy do MDK'u.

MDK

Po wejściu i przywitaniu się z kilkoma osobami postano wiliśmy opuścić na chwilę MDK, w celu skonsumowania chociaż części naszego stuffu. Za dogodne miejsce do konsumpcj i uznaliśmy tył MDK'U, gdzie znajdował się mały plac zabaw. Rozłożyliśmy się na jednej z ławek, wyciągneli śmy zapitkę i prawie całą luksusową. Zaczęła się impreza. Z początku było spokojnie, dopiero po wypiciu luksuso wej zrobiło się o wiele weselej. Później otworzyliśmy 0.7 Nicolasa. Podczas konsumowania tej flaszki humorki zrobiły się na całego. Zaczęło się od okrzyków na cały głos typu: Atari rulez itp. Niedaleko były bloki i przechodzą cy ludzie jakoś tak dziwnie się nam przyglądali. Jako, że na tym placu znajdowały się huśtawki, to trzeba je było wypróbować. Jednak po chwili się nam to znudziło. Dobrze, że niedaleko było małe drzewko (na takiej dupnej polanie, gdzie chodzili ludzie z psami na spacer), więc było gdzie zrobić siusiu. Z tego co jeszcze pamiętam to wrzeszczeliśmy za jakimiś przechodzącymi koło MDK'u panienkami, które się tylko śmiały, było też jeszcze pisanie markerem po ławkach. Po skończeniu owej butelki, następną postanowiliśmy zostawić na później. Wróciliśmy do MDK'u lecz były z tym małe problemy. Zapłaciliśmy wejściówki w cenie 20 zł, za co dostaliśmy całkiem niezły identyfikator. Wawrzyn podpisał się na nim jako WAWRZYNN, o czym zorientował się później (jak wytrzeźwiał) i oczywiście to poprawił. Po zapięciu identyfikatora (z czym miałem małe problemy, zresztą Wawrzyn też i musiał prosić kogoś (nie pamiętam kogo), żeby mu zapiął) zabrałem pudełko czystych dysków i po nowy stuff, odświeżanie kontaktów itp. Czas mijał, a Wawrzyna długo nie było widać. Dopiero, gdy siedziałem przy Realu z Gregiem i Foxem, zauważyłem śpiącego obok na krześle Wawrzyna. Nadeszły kompoty, jeszcze szybkie rozdanie votek i można było zasiąść prz ed zajebistym (?) big screnem (tv rulez!). Na początek poszło msx compo 4chnl i 8chnl oraz mody. Poziom prac był niezły. Wspomnę jedynie, że w 4chnl bezapelacyjnie trzy pierwsze miejsca zajął Greg/TQA. Po miuziksach odpalano graficzki. Było ich mało i w dodatku słabej jakości. Wśród tych kilku obrazków wyróżniał się tylko "Kosmita" Rockiego, który zajął pierwsze miejsce. Był to pierwszy gfx wystawiony na party w tym formacie, czyli RIP'ie. Więcej emocji by ło podczas intro compo, gdzie były wystawione 4 prace w tym jedna 256 kb. Pierwsze miejsce zajęła grupka NG swoim "intrem Z" z extra comanchem. Drugie miejsce przypadło Koali ktory popełnił "Juzka", a trzecia i czwarta pozy cja należała do Mad Teamu. Po intro compo nastąpiło crazy demo. Puszczane były dwie produkcje: "Revenge of Hacker ", oraz "De Themo 2", które zajęło pierwsze miejsce. Podczas oglądania tych fejków można było usłyszeć śmiech czę ści scenowiczów. Kompoty przebiegały w miarę bez żadnych problemów. Po kompotach przyszedł czas na kopiowanie stuffu i bufet (beerki i coś do jedzenia). Ogłoszenie wyników nastąpiło bardzo szybko (zasługa grzyba). W między czasie zostało zrobione grupowe zdjęcie na scenie. A po nim postanowiłem się zdrzemnąć. Przebudzenie nastąpiło coś około piątej i zaczęło się ustalanie godziny odjazdu. Z tego, co pamiętam, to miał być jakiś tam pociąg coś około godziny szóstej, więc w małej grupce (Greg, Króger, Wawrzyn, ja i jeszcze kilku gości których nie pamiętam) wraz z odprowadzającym nas Vaskiem, udaliśmy się na dworzec. Na dworcu okazało się, że pociąg ten nie jedzie i trzeba czekać na następny (coś około 1 godziny). Na początku usadowiliśmy się na ziemi przed kasą, ponieważ ławki były zajęte przez dzieciarnię. W miedzyczasie przyjechał pociąg którym odjechał Króger i owa dzieciarnia. Postanowiliśmy wyłożyć się na ławkach, a Vasko pożegnawszy się, wrócił na party. Pobudka nastąpiła tuż przed pociągiem, spowodowana wejściem Vaska z paroma scenowiczami. Kilka minut później całą grupką poszliśmy na peron. Kiedy pociąg nadjeżdzał, nastąpiło pożegnanie z organizatorem. Pociąg ruszył.

Wyjazd

Pierwsza przesiadka była w Poznaniu. Następna we Wrocławiu. Z Wrocławia bezpośrednio pociąg jechał do Katowic. We Wrocławiu walneliśmy się do jakiegoś przedziału, gdzie siedziało dwóch staruszków, którzy z biegiem czasu postanowili wyjść na chwilę na korytarz. Ta chwila trwała bardzo długo, dopiero chyba przed Katowicami wpadli po bagaż. Do Katowic dojechaliśmy ekipką w składzie: Dhor, Bober, Koala, Greg, Wawrzyn, ja i chyba jeszcze dwóch scenowiczów. Droga była bardzo długa i nużąca. Szczególnie na odcinku Zabrze-Katowice. Pociąg tak się włóczył, że na rowerze ktoś by średnim tempem szybciej dojechał. Jak to w pociągu po party, wszyscy odpoczywali, spali. Podczas tej powolnej jazdy Greg zmobilizował się i zaczął układać kompozycję w takt odgłosów pociągu. Po wjechaniu do Katowic, nastąpiło pożegnanie i naszą dwuosobową ekipką (Wawrzyn i ja) udaliśmy się na peron, gdzie stał już nas z pociąg. Do domu zawitałem coś około południa.

* * *

Jak już mówiłem na wstępie, tą króciótką relację piszę pół roku po party, więc sorry za jakieś błędy.

Na zakończenie ślę gretzy dla tych wszystkich scenowicz ów, którzy postanowili ruszyć się z ciepłych domów i zagościli na tym party, no i oczywiście dla organizera, czy li Vaska bez którego to party by się w ogóle nie odbyło.

Miejmy nadzieję, że i w tym roku '98 dane nam będzie zagościć w Opalenicy na jeszcze lepszym party.

PIoRun

ps. Vasko! Czy to się w ogóle nadaje do opublikowa nia?

Vasco: Nie bardzo

Artykuł pochodzi z magazynu Syzygy 4


autor:

komentarz:

Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy. Wpisy niecenzuralne, nie na temat będą usuwane, a ich autorzy mogą być pozbawiani możliwości dodawania komentarzy. Szczegółowy regulamin do wglądu w siedzibie redakcji. :)